poniedziałek, 25 listopada 2013

"Najdłużej goją się rany po szczęściu."


Ostatnie kilka tygodni były dla mnie bardzo trudne. Jest to związane z moim samopoczuciem i pewnymi wydarzeniami, które ostatnio miały miejsce. Raz na jakiś czas znajduję się w punkcie, gdy nie wiem, dokąd zdążam. Zaczynam wtedy w sobie kumulować wydarzenia z przeszłości. Są takie dni, które zaczynają się dobrze, a potem bez powodu jedno słowo doprowadza mnie do płaczu. Jestem strasznym nadwrażliwcem, a wiąże się z tym chodzenie po cienkiej linie. Często miewam huśtawki nastrojów - jest euforia, czyli nagła radość z drobiazgów albo depresja, czyli załamanie i upadek. Co jakiś czas burzę całe swoje życie i zaczynam je budować od nowa. Niektóre rzeczy widzę trzy razy mocniej niż inni.

W pamięci wciąż mam wydarzenia z przed pół roku. To one teraz sprawiają mi największy kłopot. Po bardzo długim czasie nie wiem jak mam z Nim rozmawiać. Raz chcę utrzymywać z nim kontakt, a innym razem zmieniam zdanie o 180 stopni, chcąc to definitywnie zakończyć. Już dawno nic do niego nie czuję. Pewne wydarzenia, rozmowy z kilku tygodni sprawiły, że gubię się we własnych myślach. Nie sądziłam, że jestem aż tak zniszczona. Ten huragan myśli sprawia mi większy ból, niż właśnie wtedy kiedy one wydarzyły się. Nie da się tego opisać jak za każdym razem od nowa pęka mi serce. Jeszcze do niedawna miałam ochotę walczyć o naszą znajomość, mimo wszystko. Czekałam na coś, co się nie wydarzy. Teraz widzę, że to mija się z celem. Już mi na tym nie zależy. Coraz bardziej nienawidzę go z każdym kolejnym dniem. Czuję się totalnie beznadziejna, bo w taki sposób cholernie marnuje swoje życie.

Dzisiaj w nocy dużo o tym myślałam, o tym co było. Przeanalizowałam wszystkie wydarzenia te pozytywne i negatywne. Stało się to po wczorajszej krótkiej konwersacji i długiej polemiki z przez 2-3tygodni, które z nim przeprowadziłam. Polało się przy tym zbyt dużo łez. Doszłam do wniosku, że nie chcę już tak żyć. Wciąż jestem niczym stary, zasuszony liść, który ładnie wygląda z daleka, a po dotknięciu rozsypuje się w pył. Nie mam na to siły.  Mój stosunek i tok myślenia o nim przez te wszystkie miesiące zbyt diametralnie się zmienił. Już nie boję się spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, wygarnąć mu wszystkiego co o nim myślę. Dlatego zdecydowałam, że wybiorę tą drugą formę i w końcu zerwę tą znajomość. Nikt nie zna przyszłości, lecz ja wiem, że to już koniec.

3 komentarze:

  1. oh shit, good bye my cruel!

    wszystko słodko, miną 'trudne dni' i będziesz mówić znowu inaczej, znowu o te 180 stopni (widać dobra z matmy jesteś, skoro takie liczby w Twojej głowie się wałęsają) odwrócone.

    szansy nie dasz, bo sama tego nie chcesz, nie pierwszy i nie ostatni raz pewnie. norma w damskim wydaniu. norma DIN 1023, czy inna SS 2142... jak zwał, tak zwał, wychodzi z tego jeden wał.

    btw to myślenie nie pomaga. facetom bardzo, kobietom w ogóle. nie bez kozery mówi się, że wszystko jest ok, dopóki ona nie zacznie myśleć. a rozmowy z przyjaciółkami i innymi to w ogóle jest jakiś hardkor, malowanie amelinium. taka sytuacja.

    bezsenne noce nie wpływają dobrze na samopoczucie, uważaj na siebie, bo Twoi fani będą niepocieszeni, nędzni wrogowie pewnie również, no bo komu pozwolą sycić się złością, gapić się bez wytchnienia?

    trzeba tylko chcieć i mocno wierzyć że to wszystko uda się, no ale trzeba chcieć. no i chcieć do kogo. no nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem uda mi się o tym zapomnieć, mimo tak rozpaczliwego bólu jaki noszę w sercu. Ja to czuję i tak się stanie. Od napisania tego postu, moje samopoczucie jest znakomite. Nie chcę go znać, widzieć na oczy, myśleć o cierpieniu jakie mi przystworzył i wiem, że tej koncepcji nie zmienię, więc nie musisz się o mnie martwić.

      To wszystko potoczyłoby się inaczej gdyby mnie notorycznie nie okłamywał. Ja bardzo dawno temu domyśliłam się pewnych rzeczy i nie raz mu to uświadamiałam, ale tym bardziej brnął w to śmierdzące gówno, pogrążając się jeszcze bardziej. Ostatnio, przekazał mi pewną wiadomość przez moją dobrą koleżankę, z którą jakże znakomicie bawił się na otrzęsinach, na których bardzo dobrze, że mnie nie było. Dzięki temu jest u mnie tym bardziej skreślony, bo boi się powiedzieć mi to w twarz.

      Tak podsumuję swoją wypowiedź stwierdzeniem, że Piotrek jest idealnym kandydatem, którego zdjęcie powinno się znaleźć na plakacie "Mój tata zapomniał prezerwatywy, a moja najlepsza część spłynęła mu po nodze!"

      Usuń
  2. Niemniej jednak to wytwór jakiejś miłości, twór egzystencjalny, drugi człowiek, także... Warto o kimś innym tak mówić?

    Nie bój, nie martwię się, mam inne zmartwienia na mojej zestarzałej głowie. Jak stare grzyby mówią, takoż i ja powiem - z biegiem czasu spojrzysz na to inaczej. Mam ten cud, że niektórych nie znam już, nie widzę na oczy, cierpienie kaput, ale koncepcja się zmienia, nawet można powiedzieć mimowolnie. Całe szczęście urywkowo.

    Dla mnie kłamstwo też kiedyś było strasznie okrutne. Do czasu przeczytania w mądrej, czy głupiej książce, nie wiem, że kłamstwo to coś, czego my nie przyjmujemy do wiadomości. Można zauważyć, że innym wychodzi to doskonale, także chromolę, też bawię się w to, skoro inni to przyjmują. Fakt, są pewne granice. Tylko je wyznacza sumienie, czy coś takiego podobnego, jeśli istnieje taki wytwór własnej wyobraźni.

    Tutaj nie było dane mi skłamać. To tak szczerze powiedziane, rzadko spotykane obecnie w tym wydaniu. Bywaj i pamiętaj, że czas robi swoje. Bo najgorsze to czegoś się wyrzekać, a potem na tarczy nosić właśnie to. 'Pozory często mylą...', resztę tekstu wynajdziesz w googlu, jak sobie zażyczysz. Chyba EOT.

    OdpowiedzUsuń